- Co się tak dziwicie? Niektórzy raz idą do kościoła raz nie, na pogrzeb idą czy od święta, a ksiądz ma zawsze być? I zawsze przygotowany? Nie chciało mi się przygotować kazania. A jutro może mi się nie będzie chciało Mszy odprawić czy pogrzebu? Nie chce mi się, tak jak wielu ludziom nie chce się iść do kościoła w niedzielę i nie idą!
- Szczęść Boże.
- Szczęść BOŻE!
- Smutny ksiądz?
- A smuci mnie to i dołuje, że są tacy, co nie chodzą do kościoła choć by mogli! A jest nieraz ciekawe kazanie, coś ciekawego umieszczę w ogłoszeniach też z myślą o nich, a oni to olewają! To po co ja się mam „produkować”?
- Ale są też tacy, którzy chodzą i wciąż jest ich dużo!
- Ale mógłbym wymienić z imienia i nazwiska osoby czy nawet rodziny, które po I komunii dziecka czy bierzmowaniu już do kościoła nie chodzą, nie uczestniczą w tym, co przygotowuję!
- To nie musi być księdza wina. PJ też miał wielu uczniów. Gdy mądrze i pięknie mówił przychodzili i słuchali. Gdy dokonywał cudu, to oj przyszło wielu nawet z sąsiednich miejscowości! Ale gdy PJ zaczął mówić o odpowiedzialności, o wolności i konsekwencji, gdy nauczał na czym polega miłość, bezinteresowność itp…. zaczęli odchodzić. Wtedy zadał to znane pytanie Apostołom; „Czy i wy chcecie odejść?”. Więc i od PJ wielu odeszło…
- Ale to zniechęca, pozbawia sensu, odbiera chęci do głoszenia kazań i w ogóle! - skoro inni nie chodzą do kościoła to dlaczego ja mam tu być?
- A czy to, że niektórzy nie chodzą do kościoła znaczy, że Przykazania, Ewangelia już nie obowiązują? Że Boga już nie ma? Że Bóg nas nie kocha? To, że niektórzy nie chodzą do kościoła i może się nawet nie modlą, nie słuchają Ewangelii ani kazań nie znaczy, że Ewangelia jest nieaktualna! Nie oznacza to, że Bóg przestał kochać i troszczyć się o człowieka, że Słowo Boże przestaje być potrzebne, oczekiwane przez wielu, pokrzepiające i nawracające!
- Ale nie widzę tych nawróceń! Może wręcz przeciwnie? Oni chyba nie mają wiary?! A ich rodzice mieli, i dziadkowie też mieli wiarę! A oni nie!
- A tego nie wiemy? Raczej nie ma niewierzących, tylko tacy, którzy odeszli od wiary i to z różnych powodów. Przyzwyczaili się tak żyć: bunt, lenistwo albo inne rzeczy wydają im się ważniejsze…
Kiedyś ludzie chodzili do kościoła owszem z pobożności, ale też dlatego, że mało było innych form spotykania się. Był taki nacisk na tradycję, ale nie wiemy na ile to wewnętrznie przeżywali, na ile mieli osobistą więź z Bogiem? Była presja przed sąsiadami, co powiedzą jak nie pójdziemy... dziś się tym ludzie nie przejmują. Był większy autorytet rodziców; rodzice kazali to dzieci szły, dziś wolność, każdy ma swoje zdanie od maleńkości... Za to może ci, którzy dziś chodzą do kościoła są bardziej autentyczni, bardziej prawdziwi, dojrzali i tym bardziej warto dla nich być??
- No coś w tym jest. Ale to tak boli, że w czasie przygotowania do I komunii czy bierzmowania wszyscy tacy zatroskani, pilni, przykładni, a potem już nie ma ich w kościele? Czy udają? Są tak nieuczciwi? Traktują Kościół, Sakramenty jak produkt, towar, a mnie jako świadczącego usługi?
- Tego nie wiemy? Może coś się wkradło w ich życie, może zły przykład kogoś z otoczenia, ludzkie lenistwo, zatracenie się w dobrobycie, wygrała przesadna troska o dziś, wciągnęli się w jakże zniewalający dziś „wyścig szczurów’? Sł. B. Alfons mówił, że życie jest walką więc może teraz przegrywają z czymś? Ale jak to mówią przegrana bitwa nie jest przegraną walką? Walka trwa nawet jak się przegra bitwę! Walka, ta o wieczność, trwa dopóki człowiek żyje.
- I ja mam brać w tym udział?
- Tak, to ks. podstawowa misja. Bóg wciąż kocha także ich. Ale ktoś musi im o tym powiedzieć. Być blisko Boga i robić swoje, najlepiej jak się potrafi. To nasze: Księdza i nas wszystkich tu obecnych zadanie i niezła recepta na bycie szczęśliwym. Trzeba siać, Pan Bóg będzie błogosławił, a każdy sam odpowie za siebie z czego skorzystał, a czym wzgardził?
- No tak, ale to boli, że wielu tu nie ma.
- Jest wielu dziadków, rodziców, których też to boli. I co mają zrobić? Musimy się wzajemnie umacniać i brać przykład z tych, których życie jest budujące! I mocno trwać przy Bogu.
- Aleś powiedział!
- No tak! Nikt, ani rodzic, ani ksiądz nie będzie odpowiadał za kogoś, ale za siebie: czy wkładał serce w to, co robi dla dobra, dla zbawienia, dla Boga? Nikt nie będzie też odpowiadał za to, co mu się udało czy nie, ale za to, czy troszczył się o prawdziwe dobro, czy to olewał? Kilku moich kolegów też niestety, póki co nie chodzi do kościoła, ale oni mi życia nie dali, oni mnie nie kochają tak jak Bóg, oni mi nie pomogą w takiej mierze jak cudowny nasz Bóg! I co? Tylko dlatego, że im się odmieniło, to ja też mam porzucić Boga, odejść od wiary? A co powiem Bogu, gdy przed Nim stanę? Że nie chodziłem do kościoła, bo koleżanka, krewny, sąsiad też nie chodzili? Przecież to tak niepoważna wymówka. Ich niepraktykowanie nic nie zmienia w Bogu i Jego miłości, a moja wiara to więź między mną, a właśnie Bogiem.
- Mocne słowa!
- Przede wszystkim prawdziwe! Bóg dał mi życie i wiarę i mnie zapyta o moje życie i wiarę – co z nimi zrobiłem. Nie zapyta mnie o życie i wiarę Tomka, Krzyśka, Zosi czy Ewy, ciotki, kolegi z pracy czy sąsiada...
- Twierdzisz, że duszpasterstwo, wychowywanie w wierze ma sens nawet, jak nie przynosi to takich owoców jakbym się spodziewał?
- Tak!
- A w szkole, w Kaziku, Mickiewiczu dość sporo młodych wypisało się z religii po bierzmowaniu!
- No i co z tego wynika? Że Ci nastolatkowie są jedynymi najmądrzejszymi i nieomylni ludźmi na świecie? Czy oni mają władzę nad nami?? Czy mamy na nich akurat się wzorować? Ich też trzeba kochać, to oni bardziej na nas patrzą niż my na nich, a życie jeszcze przed nimi. Iluż to z nas miało swoje młodzieńcze bunty, przekorę, pyskówki, a rodzice nas kochali. Przed tymi młodymi ludźmi jeszcze całe życie! No i powtórzę, co ich zachowanie zmienia w Bogu?
- No tak. To co robić?
- Nieustannie brać przykład z Pana Jezusa, jemu to wszystko polecać. Jego też wiele bolało, ale wciąż kochał ludzi, dawał im czas, szansę… o właśnie, dziś w Ewangelii było o jednym z bardzo złych ludzi, bo został skazany na śmierć, a nawrócił się przed śmiercią! Zrozumiał swój błąd, swój grzech i się nawrócił! A może jego nawrócenie było owocem czyjejś modlitwy w jego intencji? Modli się ksiądz za tych, którzy nie chodzą do kościoła?
- No bez przesady, jeszcze się za nich mam modlić?
- A kto? Pozostaliśmy tu po to, żeby brać przykład najlepszy na świecie, czyli z Pana Jezusa! To my z łaski Pana jesteśmy Jego rękami, ustami, sercem, które ma kochać. I PJ się modlił do Ojca za swoją owczarnię: wiernych i niewiernych. A moc modlitwy jest tak ogromna, że może zmienić nawet najtwardsze ludzkie serce.
- No to pomódlmy się i my za tych, których tu nie ma, a mogliby być… Ojcze nasz..